Blog of UnHappy traceur.
Whose make me smile ?

29 lipca 2006

Jest dobrze... ?

Kolejny mały wypadek do opisania :)
Ale tym razem maluśki :)
A mianowicie wreszcie wrócił Krzychas i postanowiliśmy iść do Botanika.
Spotkaliśmy się o 14 na PW (Plac Wolności) i poszliśmy Nowomiejską. Trza się rozgrzać, więc zaproponowałem serię 3runu przez stoliki do szachów. Krzysiu niepewny... więc pokazałem mu, że się da :)
Lecę pierwszy: King, King i... złe lądowanie, a mianowicie ciężar ciała za bardzo poleciał do przodu i poprostu się wywaliłem... za szybko robiłem Konga i przez pęd trochę pojechałem na ziemi... a upadek był piękny... akurat prawą stroną... ale pomijając: wstałem, dokończyłem serię Kingów (jeszcze 2 stoły). Wracając zrobiłem 3 Kashe i Dasha. I spokojnie poszliśmy do Ogrodu.
A co do obrażeń: lekko zadrapane kolano i trochę nad nim, na łokciu będzie ładny strup i co najpiękniej mi wyszło... Wygląda to jakbym sobie odkroił część ramienia :) poprostu ślicznie...
Wracając, Krzychu pojechał do domciu dziewiątką, ja tylko kilka przystanków, a później szedłem przez 1 Maja, następnie skręciłem w jakąś zadupną ulicę, którą doszedłem do Legionów, a później to z łebka...
W domciu umyłem rany, lekko szczypały, ale kto by się tam przejmował ;)

Podsumowując: zacząłem wakacje, z codziennym małym wypadkiem (doszło, że przez pierwsze 7 dni lipca miałem 7 ładnych strupów :)).
Po wczorajszym rozwaleniu główki, i dzisiejszej glebie, śmiem twierdzić, że do końca wakacji zrobię sobie niezłe "kuku". Ale będzie dobrze. Na wózku, też będę trenował... Kręcąc kólka, ręcę :)


Aha, w poniedziałek, o 15 na Hydro, organizowany jest trening, z serii "TdT" ("Traceur dla Traceura"), prowadzony przez Borysa.
Wszystkich ćwiczących i nie tylko zapraszam :)

27 lipca 2006

Nic specjalnego.

Tak jak w tytule. Tak poprostu z nudów opiszę sobie co robiłem od piątku :)
Więc w piątek poszedłem z Wiewiórem i młodyellow-em (Trzepax Team) na Zdrowie...
Spotkaliśmy się pod pomnikiem Mojrzesza w Śledziu. Powłaziliśmy, a później na miejscówkę przy Manufakturze (trza przecież pokazywać ludziom, gdzie można robić dłuuuugiego balance'a, czy turny z cat'em ;)). Szliśmy Zachodnią w stronę Północnej, gdy nagle odezwał się mój brzuch. "Lekko" bolał... ale co tam ;) jakoś doczołgałem się do Placu Wolności... chłopaki pomogli mi ;) A tak na serio to tak bolał, że myślałem, że jednak z wypadu nici... i agrafki też nie było... :P Ale jednak przy Pietrynie ustawione były spryskiwacze... mnie tam wszystko jedno. Wlazłem i... stałem przez ~20s. Krótko? Może, ale fajnie jak z taką "małą" pompą lodowata woda uderza ci w plechy... ale jakoś to mnie postawiło na nogi... poszliśmy Legionów, kupiliśmy coś do picia, i jakoś przeżyłem... a ból brzucha spowodowany był porannym śniadaniem... Caluśka chałka + litr mleka... Pamiętajcie, nie przejadajcie się! Szczególnie w upalne dni!
Wypad ogólnie fajny i wogóle było spox. Wiem jedno: Wiewiór zajebiste Dash'e robi. Tylko pogratulować i uczyć się od niego...

Od soboty masa roboty :)
A mianowicie przerzucałem theme pewnego cihociemnego servisu o PK z XOOPSa na F3Site... Szykują się zmiany... Ale o tym jeszcze się dowiecie ;)
Właściwie nad skórką siedziałem do wczoraj, czyli do końca środy... Ciężko, ale jakoś się udało...
F3Site ma braki, ale jednak zarządzanie nim jest stosunkowo lepsze (łatwiejsze) niż taką Joomlą (następca Mambo)...

Dużo czasu nad tym siediałem... Ale oczywiście treniłem, żeby kondychy nie zawalać ;) Od poniedziałku robię kółeczka wokół śledzia... niby nic, ale zróżnicowany teren + 1,5km :) Robię dwa kółka z niewielkim odpoczynkiem, co okrążenie... Jak na mnie to nieźle... trza kondychę trzymać :)

Po powrocie do domu komp... skórkę udało mi się przerzucić, ale (nie bójmy się użyć słów) popierdolony i dziurawy IE to shit, i qrde nie interpretuje poprawnie CSSów i qrde będę musiał posiedzieć nad stylami... ale to niedługo...
akurat nawinęła mini definicja IE z basha...
<blerVa> IE sluzy do przegladania internetu z twojego komputera i na odwrot.
Święta prawda...

A i muszę się pochwalić, że Karpiową, którą teraz pozdrawiam, nauczyłem uploadować pliki na eFTePeka by wyświetlać je jako WWW (webpark)... znająć życie, ona nadal nie wie, co "umie" (logowanie się pod IE i uploading plików poprzez Copy-Paste to na prawdę, wielka sztuka...)...
Poza tym, wynikła przypadkiem rzecz, z której się zlewałem...
Chciała zmienić passy (hasło) na wp, i ładuję się na stronę, wpisuje stare i dwukrotnie nowe i tu chuj! ni zmienia! mówię, żeby zrobiła screena, spakowała i wrzuciła to na mojego kompa... udało się! (nom, sam nie wierzę ;) joke.)
Otwieram RARa, a w środku... 3mb'owy RTF. To jest zdolna, co? olać, odpalam i screen, of course. Ale ja widzę, że niby w porządku... więc pisze do niej, i jej sis bo akurat na kompa weszła, że mnie chodzi, a im nie, więc niech same se kombinują... po chwili olśnienie. Lookam na screena i widzę długiego scrolla, przewiniętego w dół. Szybka dedukcja, porównianie menu użytkownika i problem odnaleziony. Dziewczyna chce zmienić hasło, nie będąc zalogowanym. To trzeba być zdrowo niepełnosprytnym ...
Olać, change topic.


Eh... wakacje... przyjemnie iść ulicą i co chwilę odwracać się by popatrzeć na ładne dziewczyny... a mi zotaje tylko zatracanie się w sobie :/

No ostatnio na KŚE Forum dorwałem kilka ciekawych linków, które umieszczam poniżej. Po ich opisach można się kapnąć o co kaman, jak to skejci mówią (lol). Aha należy ówcześnie zarejestrować się na forum. Na górze jest odnośnik do tego. Polecam, bo warto :)
  pomocy!! by żywiciel
  Jak zagadać dziewczynę by gokudbz
  Miłość, jakie to uczucie ? by galileusz
Jak widać, KŚE != tylko komputery :P
i coś na poprawę humoru każdego - opis nawiększych siar przy podrywaniu. Można go znaleźć tutaj. Full zlewy :) 20 stron czystego płaczu ;)

No i pochwale się na koniec super fajną rzeczą:
rozciąłem sobie głowę :) fajnie, co? hehehe.
A tak na serio małe rozcięcie - dlugość na ~2cm, a wcięcie w głowę (w dół) na około 2-3mm. Jeahhh rzondzem i wymiotam :P
Ciekawe kogo interesuje przyczyna... no dobra, ale nie ma się czym chwalić... Skakałem z przeszkody (~2,5m) na trawę... wybiłem się wysoko i lecę w dół... niby trawa, ale nie udało mi się poprawnie upaść, i po upadku na ziemię i automatycznym rollu łeb przejechał po ziemi... lookałem wcześniej i było czysto... podczas rolla usłyszałem szkło... czyżby? nie wiem, ale siła upadku zrobiła ze łbem swoje... a najlepsze, że zdarzyło się to akurat jak szliśmy do domu :P Wracamy ze zdrowia (ja, Tomek P. Ahmed [brat cHackera :P] i Sushi Sasiu czy jak tam go zwią ;)), gdzie teżse cuś zrobiłem (podczas orbienia gwiazdy, lub czegoś co jąmiało przypominać, przygryzłem język i kolanami uderzyłem w szczękę - chwila lądowania, - która cały czas mnie boli, o języku nie wspominając...) i postanowiliśmy powbijać się na pomnik Mojrzesza (fajnie, bo już wchodzę na pół metra od pomnika :) poza tym jakimś młodym to się podobało.. pytali gdzie można się tego uczyć, a jak poszliśmy zaczęli próbować - oczywiście niżej ;)), a później go 2home przez siłkę... czy coś co ją przypomina :) no i tam się to stało... ale żyję więc looz :) przecież się nie zabiłem, nie? Więc już wiem (chyba) jak lądować - co będę ćwiczył ;) poza tym, dziewczyny nie mam, więc tylko mom by mi szkoda było... więc skacze dalej...
Ale jest git :)

No i na samiuśki koniec podam fragment listu, jakiego dorwałem na forum Dozy Kultury o2, pisanego zapewnę przez młodego człowieka...
W skrócie: pokaz prawdziwego slangu prawdziwych skate :P (jakby ktoś nie interpretował znaczenia niektórych (:P) słów, to piszcie ;)

Yo ziomale!

 Tracham sobie dziś bryką jak wporzo umcyk, z ziomalem pingpongiem.
Nagle lookam, a tu śmiga dojara, szmaty ma cool, aż widać jej majtki z uzdą, na gałach matriksy, normalnie zajebaszczo. Koleś szybko zlepil balwana i pyta - sciemniamy? Nie chciałem, bo z niego przygas i zawsze trzodę robi. No i widać że to blachara, a moja bryka to trabant po tuningu. Mi to tito, ziomal, mówię, palimy trampki, jutro tejknę od zgreda fure i pościemniamy, zresztą dziś nie mam genów nawet na ciurlanie dropsa. Poza tym jutro pogrzeb a ja czeski jestem i nie chcę rano schizować. Ziomal walnął karpia i looka na mnie jakbym miał errora ale gada MTV brachu -sobie możesz nawet bić Niemca po kasku jak lubisz. Uderzyliśmy jeszcze do Maca i wrzuciliśmy po wieśmaku a potem na chawire.
Yo! Spox! Pozdro!



Aha drobna zmiana w układzie blogu. Nowsze posty będą dodawane od góry, a nie od dołu, jak jest w chwili obecnej.
Dlaczego? W zwyczaju mam rozpisywanie się, a szukać początku posta łatwe jest tylko w pierwszym od góry ;) Poza tym, gdyby tekst (tekst, linijka po linijce, słowo po słowie) układał się od dołu do góry, to może i mogłoby zostać :) ale tak to lekko trudno szuakć postów w tekście ;) i trochę trudno czytać od początku blog...
Teraz będzie wygodniej ;)

(wiem, że nie potrafię tłumaczyć)

jednak chyba ta opcja jest blocknięta. jak znajdę, to przestawię :)

20 lipca 2006

Trening 19.07.

Krótka i zwięzła relacja z ~4h treningu.
Standardowo głównym ogranizatorem był Radek. Podczas niego miała zostać wybrana grupa osób, prowadzących akcję "Traceur dla Traceura". Czas wakacji, większych treningów. Belka nie zawsze może się rozdwoić, by poprowadzić częste treningi.
Patriota wybrał Krecika, Mańka i Borysa. Powiedział również, że może z czasem dojdzie do nich Bonus.

Przyszło 18 osób. Planowano początek na 15:00, ale rozpoczęto jakiś kwadrans później. W międzyczasie urządziliśmy "Skok po Pepsi" ;)

Belka się rozgrzewał, a Borys zaczął trening. Najpierw filozofia. To była prawdziwa lekcja pk. Nie będę tutaj się rozpisywał, ale zadam kilka pytań, na które niech każdy sam sobie odpowie...
  • Czym jest dla Ciebie Parkour?
  • Po co to robisz?
  • Jaki jest cel w tym?
  • Po co (np.) wielokrotnie skaczesz przez dany murek?


Po mowie chłopaków i rozgrzewce było dużo ćwiczeń... Podsumowując, było to niełatwe podsumowanie TS '06.

Co do ćwiczeń były te na równowagę i opanowanie ciała, a co do pk to precki, gapy, lazy, ciche skoki i zeskoki, popy, cat leap'y, sprint i tym podobne.

Takich treningów ma być więcej, więc chętnych zapraszam na przyszłe. O ich datach możecie się dowiedzieć z Białego, Czarnego Forum Le Parkour oraz z Łódzkiego Portalu.

Fuckin' life.

Eh... Wreszcie postanowiłem opisać trudną rzecz... może póki co jako dziennik...


Sobota, 8 lipca 2006r.
Po powrocie z trzeciego dnia TS '06 i odpoczynku, zadzwonił telefon. Chwilę później zawołała mnie mama i powiedziała: "Tata... nie żyje..."
...

Niedziela, 9 lipca.
Postanmowiliśmy niezwłocznie udać się tam, gdzie zmarł, do wsi położonej pomiędzy Białymstokiem, a Hajnówką.
Spakowaliśmy się i zabraliśmy ślubny garnitur ojca - z tego co wiadomo, w tym chciał zostać pochowany.
O godzinie 14:23 z Łodzi Fabrycznej był pociąg do Białegostoku. O 17:00 przesiadka w Warszawie Centralnej i równo o 20:00 byliśmy w Błd (takie odnaczenie nadało PKP).
Niestety, ostatni PKS do Hajnówki odjechał 10 minut temu, więc nie pozostało nam nic innego jak znalezienie noclegu. Na szczęście, niedalego Dworca był Hotelik dla kierowców (pekaesów). Cisza nocna dopiero o 22 więc postanowiliśmy się przejść. Po pozostawieniu bagażów udaliśmy się na Dworzec PKP i zapisaliśmy planowane godziny odjazdów pociągów (do Łodzi i Warszawy)..
Powróciliśmy do Hoteliku.

Poniedziałek.
6:10 na dworcu PKS. Autobus stał i czekał. Około 7:30 byliśmy na miejscu.
Powitaliśmy się z ciotkami (siostrami) i babcią (mamą taty).
Po godzinie 9 zadzwonił telefon z zakładu pogrzebowego w sprawie odzieży dla zmarłego, a około 15 przyjechali po ubranie. Kilka minut po 19 przywieziono trumnę z ciałem, a wujek około 20 przywiózł Batiuszkę, który odprawił modlitwy, a od 20:30 trwało nocne czuwanie przy grobie.

Wtorek.
O 8:00 przywieziono Batiuszkę, odprawił ostatnie pożegnanie i za trumną przeszliśmy przez wieś, do krzyża.
Około 9 rozpoczęło się dwugodzinne nabożeństwo w Cerkwi, po którym nastąpiło pochowanie taty.
Po nim rodzina i znajomi udali się na stypę urządzoną przez najbliższą rodzinę zmarłego.


Tak wyglądały pierwsze dni pobytu tam. Trochę oficjalnie, ale cuż.
Mam nadzieję, że niektórym przybliżyłem prawosławne obrzędy pochówku.
Aha informacja dodatkowa: tutaj odprawia się nabożeństwa za zmarłego w 9 dniu od śmierci (if dieDay==Pn 9thDay=Wt), 40. i w rocznicę śmierci.

Uff, a teraz coś od siebie...
Hmm... nikt by się nie spodziewał. Zmarł mając równo 50 lat.
Wielka strata... a ja pozostałem w męskim gronie sam. Wujków nie liczę. Eh, kilka lat temu zmarł mój ojciec chrzestny (utopił się? nikt w to nie wierzy), teraz Pan zabrał tatuśka i... trzeba sobie jakoś radzić.

Pobyt tam wzmocnił mnie zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Również dowiedziałem się rzeczy o sobie, i o mojej rodzinie.
Ciężko, oj cięzko. Nadal w to nie wierzę, że straciłem ojca. Wydaje mi się to nieprawdopodobne. Wręcz niemożliwe. Jak to tak?

Dowiedziałem się, jak to wkońcu jest: w kościele prawosławnym, razem z chrztem otrzymuję się komunię i bierzmowanie. Więc rezultatem tego jest, że dwukrotnie miałem komunię. To znaczy, że komunia udzielona w kościele katolickim nie była pierwszą :|
Dowiedziałem się również o swojej siostrze. Jaka jest. Po mojemu, ona to wszystko ma gdzieś. Kompletnie nie przeżywała żałoby, radowałą się, śpiewała, tańczyła, wygłupiała, bawiła i co tylko mogła. Dopiero jak ktoś ją okrzyczał, że powinna się jakoś zachowywać, choćby przed gośćmi to chwilowo przestawała. Nie rozumie co się stało? A może nie chce? A może ją właśnie to nie obchodzi? Nie wiem. Pewne jest to, że nie potrafi się zachować.

Zobaczyłem również jak moja mama jest silna psychicznie. Wytrzymała całą noc przy grobie, w dodatku utrzymała się na nogach przez 2h w cerkwi i jeszcze pomagała przy Stypie.
Łzy spływały u każdego, co dziwne nie jest. Ale co kto odczuwał w sercu... zrozumie tylko ten, kto to poczuje ...

Opuszczę już ten temat, bo wywołuje piękne, lecz obecnie bolące wspomnienia...
...


Byłem tam równe 7 dni.
Przez ten czas wiele myślałem o tym, co się stało, ale nie mogłem zatracić się w tym.
Jako, że trwa żałoba, tam telewizor i radio włączane nie było. Komputera nie ma. Gazet akurat nie było, jak i we wsi żadnego sklepu, by być na bieżąco (pierwszą gazetę czytałem w drodze powrotnej do Łodzi).
Co do panujących tam warunków, jak dla mnie były sprzyjające. Nie powiem idealne, ale wiem, że większość osób nie wytrzymałoby życia na wsi. Przynajmniej tam gdzie mieszka moja babcia. Why? Brak ciepłej wody (należy gotować). Brak wanny czy prysznica (zlew+miski). Toaleta ~50m od chaty itp.
Ale mi to odpowiada. Nie trzeba schodzić z trzeciego piętra by być na powietrzu, można się umyć na dworzu, dodatkowo jak taki upał to jest fajnie, woda, pomimo że tak jak w większości miejsc chlorowana, to zawiera wiele minerałów i jest smaczniejsza niż taka łódzka kranówa, poza tym powietrze. Przyjemnie oddychać... Wogóle natura... To jest najpięniejsze... Wiele osób mnie wyśmieje, ale to na prawdę jest piękne... Aż łza się kręci w oku... ale niewielu mnie zrozumie... Jestem pewien, że przyrodniczą zajawę mam po ojcu...
Przyjemnie o zachodzie słońca udać się za stodołę i jak najdłużej wpatrywać się w czerwone niebo i słońce, chowające się za widnokręgiem, oświetlające morza złocących się zbórz... Szkoda, że nie wziąłem aparatu :(

Żeby nie zatracać się, znalazłem sobie zajęcie - trening. Naprzeciw chaty jest boisko po dawnej szkole. M.in. dwie bramki (bez siatek) i wspaniałe miejsce do treningu, wspinaczki etc. Wielki kwadrat szczebelkowy. Opisywać nie potrafię, może kiedyś zrobię zdjęcie :) ale trenować nie mogłem bo całe boisko było odnawiane.
Trening... Parkour to moje życie... A przecież to nic innego jak sposób poruszania się... Nikt nie powiedział, że zastosowanie jego jest wyłącznie możliwe w mieście... Wieś = płoty, murki, barierki, dachy, pola, kamienie, głazy, rowy, drzewa i pnie po nich, i wiele inych rzeczy... Dzięki treningowi nocnemu wiem, jak robić poprawnego Rolla. Więc go cały czas ćwiczyłem, przez co poharatałem sobie rękę. Można zapytać, skoro dobry roll to ręka winna być cała, więc dlaczego tak nie było? Ano bo ćwiczyłem na polu, gdzie była świeżo skoszona trawa (m.in. zboża) - takie długie i mocne, co pionowo z ziemi wychodzą, najczęściej żółte, i z ziarnami na końcu :) Ścina się je zwykłe 5~10cm nad ziemią, więc jest część wystająca. I ona strasznie mocna jest, a przy robieniu rolla, wbija się w rękę, dlatego jest poharatana. Zawile tłumaczę, ale może ktoś zrozumie.
Poza tym, ćwiczyłem ręce, monkey'a z jednej nogi, revers'a przez lewą rękę, gate'y i tym podobne.

Widziałem jeża, ale podejść do niego nie mogłem, bo był pod drzewem mocno oblęganym przez wielkie (2-4cm) chrząszcze... Poza tym, jakieś 5m od płotu podwórka chodził sobie bociek! Tak, taki na długich i chudych czerwonych nogach, cały biały z długim i czerwonym dziobem. Co uwielbia francuską kuchnię! Jeszcze nigdy tak blisko żadne większe zwierzę nie było. No może poza żubrem, o którym kiedyś mi opowiadał tata... Z nikąd na naszym podwórku pojawił się duży żubr! Eh... wspomnienia...

Eh, nie wiem, jak to teraz będzie, pozostają treningi i wiara w siebie... trzeba trzymać się i pomagać mamie jak się da... bo siostra tego robić nie będzie...
Pozdro 4all.
Nie wiem, ale pewnie jeszcze będę ten post edytował... pozdro.

19 lipca 2006

Training Session 2006 (day 3rd/end - 8 lipca '06)

Teraz treściowo: o 16 zbiórka. Na ~90min przed spotkankiem, Belka na Black Forum poinformował o wcześniejszej godzinie - 15:30 na Hydro (jak zwykle ;)). Kilka minut po czasie jeden z obecnych powiedział coś, co zostało mi w pamięci... "A cuż to za piękna niewiasta?" i... Pojawił się spóźniony Radek :) (rozpuszczone własy + problemy z komunikacją).
Po szybkiej wymianie poglądów wybraliśmy trasę... Miała być Matka Polka, ale zrezygnowano z tego i...

Miejscówka #1 - Dworzec Łódź Kaliska.
Murek przed nim :) Ćwiczone głównie Precision Jumpy (różne poziomy), Tic Tac + Cat Leap i Pop. Poszliśmy w głąb dworca... a właściwie na górkę... na dach tej ściany gdzie odbywa się Meeting of Styles (festiwal Graffiti)...
Ćwiczone Precki... a młodzi szpanili flipami... eh, Wy, czytający ten post, pamiętajcie!: Flipy != Parkour. Chcesz poflipować? Przerzuć się na Street Stunts.

Poszliśmy na drugą miejscówkę... do Ogrodu Botanicznego (Botanik).
Właśnie przez to, że udaliśmy sią na pieszo, jakoś zgubiliśmy trochę osób, które były na początku... Na kaliskim naliczyłem 27 osób, a pod koniec botanika tylko 17... Czyżby słaba kondycha? :>
Radek pokazał tutaj trochę miejscówek, ćwiczyliśmy Precki, wspinaczkę, poruszanie się po drzewach, Cat Leapy i tym podobne... Tutaj trochę czasu spędziliśmy... Było spoko.

Skończyliśmy w okolicach 21:00... Wszyscy udaliśmy się na krańcówkę tramwaju nr 9 i każdy pojechaaał... Po drodze kilka osób wysiadło, a ja razem z Krecikiem, jego ziomem, X'em i Krzychasem pobiegliśmy (i to dosłownie) na czekającą trójkę na Kościuszki... Oj szybki bieg... w dodatku mało co nie potrąceni zostaliśmy przez szalonego taksówkarza z kremowego Mercedesa (pozdrawiamy ;)), który wyprzedzał tramwaj na skrzyżowaniu :/
Jak się okazało nie było po co wysiadać z dziewiątki, gdyż ona skręcała na trasę trójki... ale już mniejsza z tym... ;) Krzychu uciekł przy Zamenhofa, a ja z X przy Mickiewicza... Reprezentacja Speed n' Style'u pojechała dalej...



Podsumowanie.
Dzień #1 - trening wytrzymałościowo - kondycyjny.
   Wszyscy byli zadowoleni, niezależnie od poziomu zmęczenia. Poznaliśmy wiele ciekawych technik i ćwiczeń. Poprostu zajedwabiście było...
Dzień #2 - trening nocny.
   Spać się nie chciało, wreszcie poznaliśmy tajniki udanego rolla i my mom pozytywnie nakręciła się co do PK :)
Dzień #3 - trening technik Parkour.
   Było fajnie, tylko trochę na dużo daaalekich Precision Jumpów... Ale tak to spoko... Poza tym, na zakończenie, Radek pochwalił się ładnymi podniebnymi combosami...

Poza tym, zalety fizyczne tego treningu to nie wszystko... zacytuję post Krecika z Black Forum...
Treningi z Radkiem bardzo mi pomogły. Pierwszy w systemie rozgrzewki i treningu siły oraz w wytrzymałości, drugi oczywiście we flow i w sprawach technicznych, a trzeci… no właśnie… przez trzeci trening zacząłem coraz bardziej poznawać siebie i rozumieć po co trenuje. Zrozumiałem, że nie można się poddawać przeszkodą, ale należy mieć do niej odpowiedni szacunek. Również zauważyłem, że im bardziej się skupiam na przeszkodzie tym lepiej mi wszystko wychodzi, co wcześniej było dla mnie czarną magią.
Sądzę, że Radek miał powód i cel by zrobić te treningi. Po pierwsze chciał nam sprezentować techniki PAWA, pod drugie chciał nam pokazać jak trenować siłę, wytrzymałość, technikę i psychikę, a po trzecie chciał byśmy zrozumieli po co ćwiczymy i co ćwiczymy. Ja to odbieram jako wielką przyjacielską pomoc dzięki której zrealizowałem trzy punkty podane na górze. Bardzo mu dziękuje za poświęcenie i utrwalam niezbity szacunek do niego.
Życzę Ci powodzenia Radku w zdobywaniu przeszkód we Francji w te wakacje oraz w całym życiu. Pozdrawiam


Nic dodać, nic ująć.

Training Session 2006 (day 2nd - 7 lipca '06)

Trening nocny. To jest największe podsumowanie.

Uważam to spotkanie za jedno z lepszych, pomimo że nie uczestniczyłem do końca, ale o tym za chwilę. Najpierw opiszę, jak i co było.

Rozpoczęcie treningu zapowiedziano na 22:00. Wkońcu nocny, nie? Trzeba było powiedzieć mamie, bo nie wypada inaczej. Oczywiście, sama by mnie nie póściła, ale dałem radę ją przekonać, by wybrała się ze mną oraz... Krzychasem i jego rodzicami. On miał ten sam problem, ale udało się iść na ugodę :)
15 minut po dwudziestej pierwszej wyszliśmy z domu. Był tramwaj, więc szybko dojechaliśmy na miejsce spotkania z rodzinką Krzyśka - o wpół do byliśmy pod bankiem na skrzyżowaniu Sienkiewicza i Piłsudskiego. Po piętnastu minutach pojawili się, i poszliśmy pod Hydro. Po drodze, przy przejściu za Ibisem zostawiliśmy rodziców i szybkim zejściem na dół udaliśmy się w ustalone miejsce.
Równiuśko, o 22:00 przybył Radek. Zaczęliśmy od razu: rozgrzewka. Oficjalnie każdy miał ją przeprowadzić we własnym zakresie, ale i tak wzorem wszystkich był Belka :P
Uff... później wiele się działo, i opiszę co mi pamięć mówi...

Był spokojny i szeroki balance po krawędzi Hydro, po drodze jakieś 5~10m przejścia na rękach (układ ciała trochę na cat leap'a), później troche jumpów... z rozbiegu należało wskoczyć na hydro... dla tych nieobeznanych, kilka fotek tego miejsca:

     
     
Z góry przepraszam za jakość fotek. Aha ostatnio odmalowali to miejsce, więc kolorystycznie może się lekko różnić ;)
Zdjęcia Grigorij'a z le.parkour.pl.



No, były różne poziomy trudności, ale standardowo najgorzej z psychiką... :/

Na drugim zdjęciu wyraźnie widać taki "drugi" zielony daszek, czy jak to tam się nazywa... od drugiej strony należało wskoczyć na niego na cat leap'a, następnie podciągnąć się na niego i tam (na górze) była seria precision jumpów...
Część osób skakała, a druga miała naukę Rolla... I to chyba najlepsze z tego treningu... W necie tego nie ma... ale fajnie, że Radek postanowił pomóc innym... Nawet doświadczeni skorzystali, bo źle to robili :P
Ćwiczyliśmy również cichego precka... na krawędzi Hydro od strony z czwartej fotki, mieliśmy skoczyć jak najdalej, jednocześnie jak najciszej... Trudne!
Przy okazji tutaj ćwiczyliśmy również szybkie wbijanie się na tą krawędź i wskok na nią.

Następnie poszliśmy w okolice przejścia dla niepełnosprawnych za Ibis (było trochę widzów, z pobliskiej restauracji).
Zaczęliśmy od razu: wbieg na ścianę (na lewo od przejścia gdzie jest płotek), ale głównie ćwiczenie rąk - należało jak najszybciej umieścić ręce u podnóża płotku, następnie odbić od niego je i położyć na płotku. A później dowolnym sposobem przejście za płoteczek. Krzychu tutaj sobie krzywdę zrobił :P
Na samym przejściu ćwiczone były Tic Tac'i i tym podobne.
Na płotku obok ćwiczony był wskok na niego i utrzymanie się. Psychicznie najtrudniejsze ćwiczenie, bo w dół, za płotem było ~2m...
Po tych ćwiczonkach dostaliśmy zadanie od Belki - należało w 5 sekund, z jak największym urozmaiceniem, przebiec całe przejście. Z ziemi, na górę. Łatwe i fajne :)
W ramach odpoczynku musieliśmy przejść przez przejście w pozycji jak do pompek - ręce na krawędzi z przodu, nogi na niej z tyłu.

Dalej poszliśmy na podobne przejście przy Galerii Łódzkiej.
Nie ma co dużo się rozpisywać - ćwiczone głównie Precision Jumpy, ale również turny i różne vaulty.

Po tym poszliśmy pod Bank Pekao SA na skrzyżowaniu gdzie na początku spotkałem się z Krzyśkiem.
Zaczęliśmy od King-kong'a z preckiem, a później właściwie każdy robił co chciał... były popy, kingi, precki, vaulty, różniaste combosy etc...

Poziom trudności wzrastał, a czas szybko leciał...
Wybiła północ. Rodzicom już nie chciało się czekać i oglądać wszystkiego, więc tak skończyliśmy trening nocny. Było spoko, a za rolla wielkie thx dla Belki.

Aha dodatkowo napiszę, że z tego co wiem, to trening trwał do 2 w nocy, i praktycznie obeszli cały Manhattan, aż do szkoły z pierwszego dnia... ale w sumie siedzieli do trzeciej, bo jak zostało tylko kilka osób Radek poopowiadał o PK i jak tam było w Warszawie (RBCR)...

06 lipca 2006

Blog. Reaktywacja. :P || TS 2k6

W e l c o m e  b a c k.
Uff, dawno mnie nie było... postanowiłem znów od początku zacząć prowadzić ten blog.. Są wakacje, nie chce mi się nic przy kompie robić, to może czasem blog odwiedzę.
Wakacje.. miałem tak dużo planów... skończyć program do rejestru dla Windows98 SE, miałem nauczyć się kilku przydatnych rzeczy w PK.. ale jakoś nie idzie... mija dopiero drugi tydzień wakacji, ale jedyną rzeczą którą czynię to poranne biegi i lekkie pakowanie.. przydałoby się poprawić kondycję i sprawność fizyczną... i na dobrą sprawę to jest mój jedyny rzeczywisty cel tych wakacji.
Hmm... co teraz napisać... może od początku.


Le Parkour - styl życia maluśkiej części współczesnej młodzieży, polegający na przemieszczaniu się prosto z punktu A do punktu B, bez tzw. punktów C, czyli różniastych obejść. Dla osób postronnych bezmyślne skakanie przez barierki czy po dachach. Dla nas jest to wolność, piękne uczucie, towarzyszące przy wykonywaniu różnych kombinacji. Dla wielu jest to śmieszne i niech takie zostanie. Jak to mówi Pascal Brodnicki, "to styl życia, passsja..." :)
Traceur - osoba czująca co to PK i wolność pochodząca z niego.
Parkourowiec - osoba uprawiająca PK, ale traktuje go jak sport.

To w skrócie moje definicja PK i związanych z tym osobami.
Dużo podobnych rzeczy można przeczytać na stronce squadu, ale po opublikowaniu tego posta robie indexa, informującego o jej zamknięciu.
Powody? Lepiej troche potrenować, i zrobić porządnego moviesa (i dział tutorials ;)). Ale głównym powodem jest to, że nasz ziomuś, Rafaello, ma przerąbane i nie może "rozwijać się" z nami... Pozdro and respect 4him.

Uff a teraz krótki opis "Training Session 2006" (day 1st).
Dziś o godzinie 11, na słynnym (mniej lub bardziej) "Hydro" miało miejsce spotkanie traceurów z Łodzi.
Spotkanie miało na celu poprawienie kondychy, zapoznanie z ćwiczeniami (pokazanymi jednemu z przedstawicieli Parkour Patriots przez francuzów (Red Bull City Rage)) no i zwiekszenie wytrzymałości...
Początek prosty: spotkanie na Hydro. Radek, przedstawiciel PP przyniósł przenośny odtwarzacz, było troche jajec z bateriami, ale wszystko było okej. Troche muzy przed wszystkim, ale nawet nie zaczęliśmy, a tutaj przyszła jakaś babka i zaczęła coś nawijać. Zapewne chodziło jej, że muzyka jest za głośno, a tuż obok było miejsce rozgłośni radiowej "Eska Rock" (chu..stwo)... muza została ściszona, po chwili znów głośno, ale zebraliśmy się wszyscy i udaliśmy się w inne miejsce, a dokładnie "podwórko" Szkoły Podstawowej numer 2.
Zaczęło się powoli i powoli się skończyło... nie pamiętam wszystkiego, co robiliśmy i w jakiej kolejności do tego podchodziliśmy, ale opiszę, co wyciągam z pamięci :)

  • Standardowe ćwiczenia rozciągające (no może nie takie znów standardowe)...
    Podczas stania w rozkroku należało położyć na ziemi całe przedramienie obu rąk (szpagat z rozciąganiem),
    Stojąc prosto ze złączonymi nogami należało zgiąć się tak, by głowa dotykała nóg (skłony), skrętoskłony,
    Podnoszenie nóg - utrzymujemy się na jednej nodze, drugą, wyprostowaną, podnosimy jak najwyżej (minimum wysokość pasa - ~90°^) i utrzymujemy min. 30s... później zmiana nóżki...
    Albo stojąc w lekkim rozkroku zataczamy kręgi ciałem, a dokładnie głową i kręgosłupem (qrde, nie wiem, jak sie nazywa część od pasa w górę, ale w każdym razie właśnie tą częścią ciała) robimy "wymachane" kółeczka, zginając kręgosłub tak, by był prostopadły do pasa, i właśnie na wysokości pasa robimy kółeczka. Standardowe ćwiczenie, ale trudne do opisania :/

  • Noga up - Na zmianę podnosimy lewą i prawą nogę (prosto, przed siebie), conajmniej na wysokość pasa, ale zalecane okolice twarzy (wysoooko ;)) - tak jakbyśmy mieli kopnąć coś...
    Noga up kólko - wyżej opisane ćwiczenie, tylko robimy coś jak kólisty kop - najpierw noga up, a później robimy nią półkole (kiedy schodzi do ziemi) - przykład (prawa noga): |)

  • Łódka (?) - leżąc na ziemi na brzuchu, będąc wyprostowanym, złączone nogi unosimy jak najwyżej, głowę z kręgosłupem również jak najwyżej, a ręce można położyć na np. plecach, by nie utrudniały nam tego ćwiczenia. W takiej postawie leżymy min. minutę.

  • Pompeczki - tzw. "kołyska", czyli leżąc w oparciu na rękach i palcach stóp (standardowo) poruszamy ciało do przodu (do góry) i po chwili w tył (dół).
    Były również dwu- i trój-poziomowe pompki. Poprostu należało się kilkukrotnie zatrzymać podczas ponoszenia na rękach. Było to o tyle trudne, że na ręce nakładany był różny nacisk, zależny od położenia ciała. Zawile tłumaczę. Weźmy, że ziemia to poziom zerowy. Jak zrobimy pompeczkę i jesteśmy w górze, to jesteśmy jakieś 50cm nad ziemią. W pompkach dwu-poziomowych było tak: ziemia - 25cm - 50cm. Tak dla przykładu.
    W trój pewnie coś koło 0 - 15 - 30 - 50... Strasznie ciężkie...
    Były również (prawie) standardowe pompki... a dokładnie na pierwszych trzech palcach (kciuku, wskazującym i środkowym).. czy również na zewnętrznej części dłoni, odwróconych w naszą stronę (jeśli poplątałem: układ jak do standardowej pompki, paznokcie dotykają ziemi = odwrócona dłoń, w całości dotykająca ziemi)... Ja ledwuśko-ledwuśko zrobiłem jedną... ale za to na trzech palcach z sześć zrobiłem :)
    Były również na jednej ręce (rozkrok leżąc na ziemi - wtedy opieramy się na nogach i jedną ręką pompujemy).
    I chyba najtrudniejsze, a mianowicie dwójkowe. Dobieraliśmy się po dwie osoby. Jedna ułożona się jak do pompki, druga była przed nią (osobą) i nogi założyła jej (pierwszej osobie) na bark. Podwójne pompki... strasznie trudne...

  • "Monkey Walking" czyli poruszanie się jak małpka (można mówić, że "na czworaka", ale pośladki winny być na równi z kręgosłupem, a najlepiej niżej, a co do nóg, to poruszamy się zmiennie: prawa ręka - lewa noga, lewa ręka - prawa noga. Oprócz chodzenia do przodu było i do tyłu, of course. Prooste.

  • Chodzenie (?) - proste. Chyba każdy to miał. Wyskok z jedną nogą do góry i chwilowe zatrzymanie się (w górze) tej jednej nogi... oczywiście ugięta w kolanie.. coś a la supermen... takie jakieś dziwne chwilowe skojarzenie ;)...
    i do tyłu też, tylko że bardziej jakbyśmy robili rowerek z tyłu... :)

  • Szybkie bieganie. Sposób na dobry start i bieg. A dokładnie chodzi o pochylony kręgosłup do przodu i nogi stawianie bardziej do siebie. A dokładnie prosta ilustracja. Standardowo stawiamy obok siebie, praktycznie tak jakbyśmy jeździli na rowerze (nie chodzą na boki, tylko poruszają się przód-tył (i góra-dół), ale NIE po boki (lewo-prawo).
    Standardowy bieg: ||
    A tutaj nogi bardziej z boków wychodzą, coś takiego: /\ (przy pochylonym ciele).
    Zapewne chodzi o dynamiczne stawianie kroków. Przy prostej sylwetce inaczej unosimy nogi. Chyba... Ale niech każdy sam popróbuje... ;)

  • Żabki - niby nic, ale cały czas powinno się być w przysiadzie, ręce położone na szyji i ich wogóle nie powinniśmy od niej odrywać... poprostu jumpujemy (z prostym kręgosłupem) :)

  • Precek jump - na danym odcinku robi się serię: 1. Precision jump (poprostu, nie potrzeba do tego murków, płotków etc); 2. po wylądowaniu wyskok w górę, ale ręce i nogi do tyłu (wygięcie) - jak opisana wyżej łódka, tylko że w pionie. Teraz znów pkt.1, później 2. ...
    Precek jump 2 - tak jak wyżej, tylko że w pkt.2 zamiast wyskoku w górę robicie rolla... proste? chyba...

  • (Nie)spokojny odpoczynek... leżymy bokiem. Nogi również bokiem (qrde, bym nie wpadł na to ;)), tylko że w porównaniu do standardowego leżenia ciężar ciałą opieramy na rękch, które nie są wyprostowane, tylko zgięte w łokciu i całę przedramienie jest odwrócone w kierunku nóg. Aha sylwetka ciała musi być prosta!

  • Murek (a dokładnie ćwiczenia przy nim) - tutaj robiliśmy proste ćwiczenie, jak np. "krzesełko" - opieramy się całymi, wyprostowanymi plecami o ścianę, jednak na tyle nisko, że nasza postawa ze ścianą za plecami układa się jak mała literka "h" (90°).
    Były również standardowe skłony: by palcami u rąk dotknąć jak najniżej nóg. Oczywiście nic nie jest takie proste. Haczyk? Nie można było oderwać pośladków od ściany :P

Aha ćwiczenie jak bieganie, Monkey walking, żabki, precki etc. odbywały się na odcinku ~50m.
Część wyżej opisanych treningów możecie znaleźć również tutaj.


Uff... to chyba tak z grubsza, co dziś robiliśmy... wszystko zajęło nam ~1,5h (w sumie od 11:30 do 13:00), ale później poszliśmy obok czternastki poskakać... I jakoś było... przy okazji mamy kilka nowych zastosowań (właściwie ćwiczeń) na trzepakach tylko z górną poczęczą :)).
Każdy kto był to wie, że było fajnie. Troche picia było i spox. Oczywiście mineralki i oranżady. Serio.
Jednak tylko SilenT DrangoS chyba nie lubią zdrowego trybu życia... jarają :/
Ich wybór. Ale fajnie było, zabawnie, ludzi się poznało i poprostu git.

Jutro trening nocny... Start 22:00 na Hydro. Kto chce, niech przyjdzie. Ja chyba ide z mom. Lepsze to, niż wogóle nie iść.


To tyle o PK... Ale ten blog raczej nie będzie tylko o Parkour...
Wakacje... Wakacje wakacjami, ale jednak pustka w sercu pozostaje. I chyba stary mój zwrot: nie mam i nie będę miał szans u rzadnej fajnej dziewczyny... ;(


Pozdro 4all i respect dla osób, które na serio przeczytały te ~9kb czystego tekstu :)