Training Session 2006 (day 2nd - 7 lipca '06)
Trening nocny. To jest największe podsumowanie.
Uważam to spotkanie za jedno z lepszych, pomimo że nie uczestniczyłem do końca, ale o tym za chwilę. Najpierw opiszę, jak i co było.
Rozpoczęcie treningu zapowiedziano na 22:00. Wkońcu nocny, nie? Trzeba było powiedzieć mamie, bo nie wypada inaczej. Oczywiście, sama by mnie nie póściła, ale dałem radę ją przekonać, by wybrała się ze mną oraz... Krzychasem i jego rodzicami. On miał ten sam problem, ale udało się iść na ugodę :)
15 minut po dwudziestej pierwszej wyszliśmy z domu. Był tramwaj, więc szybko dojechaliśmy na miejsce spotkania z rodzinką Krzyśka - o wpół do byliśmy pod bankiem na skrzyżowaniu Sienkiewicza i Piłsudskiego. Po piętnastu minutach pojawili się, i poszliśmy pod Hydro. Po drodze, przy przejściu za Ibisem zostawiliśmy rodziców i szybkim zejściem na dół udaliśmy się w ustalone miejsce.
Równiuśko, o 22:00 przybył Radek. Zaczęliśmy od razu: rozgrzewka. Oficjalnie każdy miał ją przeprowadzić we własnym zakresie, ale i tak wzorem wszystkich był Belka :P
Uff... później wiele się działo, i opiszę co mi pamięć mówi...
Był spokojny i szeroki balance po krawędzi Hydro, po drodze jakieś 5~10m przejścia na rękach (układ ciała trochę na cat leap'a), później troche jumpów... z rozbiegu należało wskoczyć na hydro... dla tych nieobeznanych, kilka fotek tego miejsca:


Z góry przepraszam za jakość fotek. Aha ostatnio odmalowali to miejsce, więc kolorystycznie może się lekko różnić ;)
Zdjęcia Grigorij'a z le.parkour.pl.
No, były różne poziomy trudności, ale standardowo najgorzej z psychiką... :/
Na drugim zdjęciu wyraźnie widać taki "drugi" zielony daszek, czy jak to tam się nazywa... od drugiej strony należało wskoczyć na niego na cat leap'a, następnie podciągnąć się na niego i tam (na górze) była seria precision jumpów...
Część osób skakała, a druga miała naukę Rolla... I to chyba najlepsze z tego treningu... W necie tego nie ma... ale fajnie, że Radek postanowił pomóc innym... Nawet doświadczeni skorzystali, bo źle to robili :P
Ćwiczyliśmy również cichego precka... na krawędzi Hydro od strony z czwartej fotki, mieliśmy skoczyć jak najdalej, jednocześnie jak najciszej... Trudne!
Przy okazji tutaj ćwiczyliśmy również szybkie wbijanie się na tą krawędź i wskok na nią.
Następnie poszliśmy w okolice przejścia dla niepełnosprawnych za Ibis (było trochę widzów, z pobliskiej restauracji).
Zaczęliśmy od razu: wbieg na ścianę (na lewo od przejścia gdzie jest płotek), ale głównie ćwiczenie rąk - należało jak najszybciej umieścić ręce u podnóża płotku, następnie odbić od niego je i położyć na płotku. A później dowolnym sposobem przejście za płoteczek. Krzychu tutaj sobie krzywdę zrobił :P
Na samym przejściu ćwiczone były Tic Tac'i i tym podobne.
Na płotku obok ćwiczony był wskok na niego i utrzymanie się. Psychicznie najtrudniejsze ćwiczenie, bo w dół, za płotem było ~2m...
Po tych ćwiczonkach dostaliśmy zadanie od Belki - należało w 5 sekund, z jak największym urozmaiceniem, przebiec całe przejście. Z ziemi, na górę. Łatwe i fajne :)
W ramach odpoczynku musieliśmy przejść przez przejście w pozycji jak do pompek - ręce na krawędzi z przodu, nogi na niej z tyłu.
Dalej poszliśmy na podobne przejście przy Galerii Łódzkiej.
Nie ma co dużo się rozpisywać - ćwiczone głównie Precision Jumpy, ale również turny i różne vaulty.
Po tym poszliśmy pod Bank Pekao SA na skrzyżowaniu gdzie na początku spotkałem się z Krzyśkiem.
Zaczęliśmy od King-kong'a z preckiem, a później właściwie każdy robił co chciał... były popy, kingi, precki, vaulty, różniaste combosy etc...
Poziom trudności wzrastał, a czas szybko leciał...
Wybiła północ. Rodzicom już nie chciało się czekać i oglądać wszystkiego, więc tak skończyliśmy trening nocny. Było spoko, a za rolla wielkie thx dla Belki.
Aha dodatkowo napiszę, że z tego co wiem, to trening trwał do 2 w nocy, i praktycznie obeszli cały Manhattan, aż do szkoły z pierwszego dnia... ale w sumie siedzieli do trzeciej, bo jak zostało tylko kilka osób Radek poopowiadał o PK i jak tam było w Warszawie (RBCR)...
Uważam to spotkanie za jedno z lepszych, pomimo że nie uczestniczyłem do końca, ale o tym za chwilę. Najpierw opiszę, jak i co było.
Rozpoczęcie treningu zapowiedziano na 22:00. Wkońcu nocny, nie? Trzeba było powiedzieć mamie, bo nie wypada inaczej. Oczywiście, sama by mnie nie póściła, ale dałem radę ją przekonać, by wybrała się ze mną oraz... Krzychasem i jego rodzicami. On miał ten sam problem, ale udało się iść na ugodę :)
15 minut po dwudziestej pierwszej wyszliśmy z domu. Był tramwaj, więc szybko dojechaliśmy na miejsce spotkania z rodzinką Krzyśka - o wpół do byliśmy pod bankiem na skrzyżowaniu Sienkiewicza i Piłsudskiego. Po piętnastu minutach pojawili się, i poszliśmy pod Hydro. Po drodze, przy przejściu za Ibisem zostawiliśmy rodziców i szybkim zejściem na dół udaliśmy się w ustalone miejsce.
Równiuśko, o 22:00 przybył Radek. Zaczęliśmy od razu: rozgrzewka. Oficjalnie każdy miał ją przeprowadzić we własnym zakresie, ale i tak wzorem wszystkich był Belka :P
Uff... później wiele się działo, i opiszę co mi pamięć mówi...
Był spokojny i szeroki balance po krawędzi Hydro, po drodze jakieś 5~10m przejścia na rękach (układ ciała trochę na cat leap'a), później troche jumpów... z rozbiegu należało wskoczyć na hydro... dla tych nieobeznanych, kilka fotek tego miejsca:


Z góry przepraszam za jakość fotek. Aha ostatnio odmalowali to miejsce, więc kolorystycznie może się lekko różnić ;)
Zdjęcia Grigorij'a z le.parkour.pl.
No, były różne poziomy trudności, ale standardowo najgorzej z psychiką... :/
Na drugim zdjęciu wyraźnie widać taki "drugi" zielony daszek, czy jak to tam się nazywa... od drugiej strony należało wskoczyć na niego na cat leap'a, następnie podciągnąć się na niego i tam (na górze) była seria precision jumpów...
Część osób skakała, a druga miała naukę Rolla... I to chyba najlepsze z tego treningu... W necie tego nie ma... ale fajnie, że Radek postanowił pomóc innym... Nawet doświadczeni skorzystali, bo źle to robili :P
Ćwiczyliśmy również cichego precka... na krawędzi Hydro od strony z czwartej fotki, mieliśmy skoczyć jak najdalej, jednocześnie jak najciszej... Trudne!
Przy okazji tutaj ćwiczyliśmy również szybkie wbijanie się na tą krawędź i wskok na nią.
Następnie poszliśmy w okolice przejścia dla niepełnosprawnych za Ibis (było trochę widzów, z pobliskiej restauracji).
Zaczęliśmy od razu: wbieg na ścianę (na lewo od przejścia gdzie jest płotek), ale głównie ćwiczenie rąk - należało jak najszybciej umieścić ręce u podnóża płotku, następnie odbić od niego je i położyć na płotku. A później dowolnym sposobem przejście za płoteczek. Krzychu tutaj sobie krzywdę zrobił :P
Na samym przejściu ćwiczone były Tic Tac'i i tym podobne.
Na płotku obok ćwiczony był wskok na niego i utrzymanie się. Psychicznie najtrudniejsze ćwiczenie, bo w dół, za płotem było ~2m...
Po tych ćwiczonkach dostaliśmy zadanie od Belki - należało w 5 sekund, z jak największym urozmaiceniem, przebiec całe przejście. Z ziemi, na górę. Łatwe i fajne :)
W ramach odpoczynku musieliśmy przejść przez przejście w pozycji jak do pompek - ręce na krawędzi z przodu, nogi na niej z tyłu.
Dalej poszliśmy na podobne przejście przy Galerii Łódzkiej.
Nie ma co dużo się rozpisywać - ćwiczone głównie Precision Jumpy, ale również turny i różne vaulty.
Po tym poszliśmy pod Bank Pekao SA na skrzyżowaniu gdzie na początku spotkałem się z Krzyśkiem.
Zaczęliśmy od King-kong'a z preckiem, a później właściwie każdy robił co chciał... były popy, kingi, precki, vaulty, różniaste combosy etc...
Poziom trudności wzrastał, a czas szybko leciał...
Wybiła północ. Rodzicom już nie chciało się czekać i oglądać wszystkiego, więc tak skończyliśmy trening nocny. Było spoko, a za rolla wielkie thx dla Belki.
Aha dodatkowo napiszę, że z tego co wiem, to trening trwał do 2 w nocy, i praktycznie obeszli cały Manhattan, aż do szkoły z pierwszego dnia... ale w sumie siedzieli do trzeciej, bo jak zostało tylko kilka osób Radek poopowiadał o PK i jak tam było w Warszawie (RBCR)...


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home