Blog. Reaktywacja. :P || TS 2k6
Wakacje.. miałem tak dużo planów... skończyć program do rejestru dla Windows98 SE, miałem nauczyć się kilku przydatnych rzeczy w PK.. ale jakoś nie idzie... mija dopiero drugi tydzień wakacji, ale jedyną rzeczą którą czynię to poranne biegi i lekkie pakowanie.. przydałoby się poprawić kondycję i sprawność fizyczną... i na dobrą sprawę to jest mój jedyny rzeczywisty cel tych wakacji.
Hmm... co teraz napisać... może od początku.
Le Parkour - styl życia maluśkiej części współczesnej młodzieży, polegający na przemieszczaniu się prosto z punktu A do punktu B, bez tzw. punktów C, czyli różniastych obejść. Dla osób postronnych bezmyślne skakanie przez barierki czy po dachach. Dla nas jest to wolność, piękne uczucie, towarzyszące przy wykonywaniu różnych kombinacji. Dla wielu jest to śmieszne i niech takie zostanie. Jak to mówi Pascal Brodnicki, "to styl życia, passsja..." :)
Traceur - osoba czująca co to PK i wolność pochodząca z niego.
Parkourowiec - osoba uprawiająca PK, ale traktuje go jak sport.
To w skrócie moje definicja PK i związanych z tym osobami.
Dużo podobnych rzeczy można przeczytać na stronce squadu, ale po opublikowaniu tego posta robie indexa, informującego o jej zamknięciu.
Powody? Lepiej troche potrenować, i zrobić porządnego moviesa (i dział tutorials ;)). Ale głównym powodem jest to, że nasz ziomuś, Rafaello, ma przerąbane i nie może "rozwijać się" z nami... Pozdro and respect 4him.
Uff a teraz krótki opis "Training Session 2006" (day 1st).
Dziś o godzinie 11, na słynnym (mniej lub bardziej) "Hydro" miało miejsce spotkanie traceurów z Łodzi.
Spotkanie miało na celu poprawienie kondychy, zapoznanie z ćwiczeniami (pokazanymi jednemu z przedstawicieli Parkour Patriots przez francuzów (Red Bull City Rage)) no i zwiekszenie wytrzymałości...
Początek prosty: spotkanie na Hydro. Radek, przedstawiciel PP przyniósł przenośny odtwarzacz, było troche jajec z bateriami, ale wszystko było okej. Troche muzy przed wszystkim, ale nawet nie zaczęliśmy, a tutaj przyszła jakaś babka i zaczęła coś nawijać. Zapewne chodziło jej, że muzyka jest za głośno, a tuż obok było miejsce rozgłośni radiowej "Eska Rock" (chu..stwo)... muza została ściszona, po chwili znów głośno, ale zebraliśmy się wszyscy i udaliśmy się w inne miejsce, a dokładnie "podwórko" Szkoły Podstawowej numer 2.
Zaczęło się powoli i powoli się skończyło... nie pamiętam wszystkiego, co robiliśmy i w jakiej kolejności do tego podchodziliśmy, ale opiszę, co wyciągam z pamięci :)
- Standardowe ćwiczenia rozciągające (no może nie takie znów standardowe)...
Podczas stania w rozkroku należało położyć na ziemi całe przedramienie obu rąk (szpagat z rozciąganiem),
Stojąc prosto ze złączonymi nogami należało zgiąć się tak, by głowa dotykała nóg (skłony), skrętoskłony,
Podnoszenie nóg - utrzymujemy się na jednej nodze, drugą, wyprostowaną, podnosimy jak najwyżej (minimum wysokość pasa - ~90°^) i utrzymujemy min. 30s... później zmiana nóżki...
Albo stojąc w lekkim rozkroku zataczamy kręgi ciałem, a dokładnie głową i kręgosłupem (qrde, nie wiem, jak sie nazywa część od pasa w górę, ale w każdym razie właśnie tą częścią ciała) robimy "wymachane" kółeczka, zginając kręgosłub tak, by był prostopadły do pasa, i właśnie na wysokości pasa robimy kółeczka. Standardowe ćwiczenie, ale trudne do opisania :/ - Noga up - Na zmianę podnosimy lewą i prawą nogę (prosto, przed siebie), conajmniej na wysokość pasa, ale zalecane okolice twarzy (wysoooko ;)) - tak jakbyśmy mieli kopnąć coś...
Noga up kólko - wyżej opisane ćwiczenie, tylko robimy coś jak kólisty kop - najpierw noga up, a później robimy nią półkole (kiedy schodzi do ziemi) - przykład (prawa noga): |) - Łódka (?) - leżąc na ziemi na brzuchu, będąc wyprostowanym, złączone nogi unosimy jak najwyżej, głowę z kręgosłupem również jak najwyżej, a ręce można położyć na np. plecach, by nie utrudniały nam tego ćwiczenia. W takiej postawie leżymy min. minutę.
- Pompeczki - tzw. "kołyska", czyli leżąc w oparciu na rękach i palcach stóp (standardowo) poruszamy ciało do przodu (do góry) i po chwili w tył (dół).
Były również dwu- i trój-poziomowe pompki. Poprostu należało się kilkukrotnie zatrzymać podczas ponoszenia na rękach. Było to o tyle trudne, że na ręce nakładany był różny nacisk, zależny od położenia ciała. Zawile tłumaczę. Weźmy, że ziemia to poziom zerowy. Jak zrobimy pompeczkę i jesteśmy w górze, to jesteśmy jakieś 50cm nad ziemią. W pompkach dwu-poziomowych było tak: ziemia - 25cm - 50cm. Tak dla przykładu.
W trój pewnie coś koło 0 - 15 - 30 - 50... Strasznie ciężkie...
Były również (prawie) standardowe pompki... a dokładnie na pierwszych trzech palcach (kciuku, wskazującym i środkowym).. czy również na zewnętrznej części dłoni, odwróconych w naszą stronę (jeśli poplątałem: układ jak do standardowej pompki, paznokcie dotykają ziemi = odwrócona dłoń, w całości dotykająca ziemi)... Ja ledwuśko-ledwuśko zrobiłem jedną... ale za to na trzech palcach z sześć zrobiłem :)
Były również na jednej ręce (rozkrok leżąc na ziemi - wtedy opieramy się na nogach i jedną ręką pompujemy).
I chyba najtrudniejsze, a mianowicie dwójkowe. Dobieraliśmy się po dwie osoby. Jedna ułożona się jak do pompki, druga była przed nią (osobą) i nogi założyła jej (pierwszej osobie) na bark. Podwójne pompki... strasznie trudne... - "Monkey Walking" czyli poruszanie się jak małpka (można mówić, że "na czworaka", ale pośladki winny być na równi z kręgosłupem, a najlepiej niżej, a co do nóg, to poruszamy się zmiennie: prawa ręka - lewa noga, lewa ręka - prawa noga. Oprócz chodzenia do przodu było i do tyłu, of course. Prooste.
- Chodzenie (?) - proste. Chyba każdy to miał. Wyskok z jedną nogą do góry i chwilowe zatrzymanie się (w górze) tej jednej nogi... oczywiście ugięta w kolanie.. coś a la supermen... takie jakieś dziwne chwilowe skojarzenie ;)...
i do tyłu też, tylko że bardziej jakbyśmy robili rowerek z tyłu... :) - Szybkie bieganie. Sposób na dobry start i bieg. A dokładnie chodzi o pochylony kręgosłup do przodu i nogi stawianie bardziej do siebie. A dokładnie prosta ilustracja. Standardowo stawiamy obok siebie, praktycznie tak jakbyśmy jeździli na rowerze (nie chodzą na boki, tylko poruszają się przód-tył (i góra-dół), ale NIE po boki (
lewo-prawo).
Standardowy bieg: ||
A tutaj nogi bardziej z boków wychodzą, coś takiego: /\ (przy pochylonym ciele).
Zapewne chodzi o dynamiczne stawianie kroków. Przy prostej sylwetce inaczej unosimy nogi. Chyba... Ale niech każdy sam popróbuje... ;) - Żabki - niby nic, ale cały czas powinno się być w przysiadzie, ręce położone na szyji i ich wogóle nie powinniśmy od niej odrywać... poprostu jumpujemy (z prostym kręgosłupem) :)
- Precek jump - na danym odcinku robi się serię: 1. Precision jump (poprostu, nie potrzeba do tego murków, płotków etc); 2. po wylądowaniu wyskok w górę, ale ręce i nogi do tyłu (wygięcie) - jak opisana wyżej łódka, tylko że w pionie. Teraz znów pkt.1, później 2. ...
Precek jump 2 - tak jak wyżej, tylko że w pkt.2 zamiast wyskoku w górę robicie rolla... proste? chyba... - (Nie)spokojny odpoczynek... leżymy bokiem. Nogi również bokiem (qrde, bym nie wpadł na to ;)), tylko że w porównaniu do standardowego leżenia ciężar ciałą opieramy na rękch, które nie są wyprostowane, tylko zgięte w łokciu i całę przedramienie jest odwrócone w kierunku nóg. Aha sylwetka ciała musi być prosta!
- Murek (a dokładnie ćwiczenia przy nim) - tutaj robiliśmy proste ćwiczenie, jak np. "krzesełko" - opieramy się całymi, wyprostowanymi plecami o ścianę, jednak na tyle nisko, że nasza postawa ze ścianą za plecami układa się jak mała literka "h" (90°).
Były również standardowe skłony: by palcami u rąk dotknąć jak najniżej nóg. Oczywiście nic nie jest takie proste. Haczyk? Nie można było oderwać pośladków od ściany :P
Aha ćwiczenie jak bieganie, Monkey walking, żabki, precki etc. odbywały się na odcinku ~50m.
Część wyżej opisanych treningów możecie znaleźć również tutaj.
Uff... to chyba tak z grubsza, co dziś robiliśmy... wszystko zajęło nam ~1,5h (w sumie od 11:30 do 13:00), ale później poszliśmy obok czternastki poskakać... I jakoś było... przy okazji mamy kilka nowych zastosowań (właściwie ćwiczeń) na trzepakach tylko z górną poczęczą :)).
Każdy kto był to wie, że było fajnie. Troche picia było i spox. Oczywiście mineralki i oranżady. Serio.
Jednak tylko SilenT DrangoS chyba nie lubią zdrowego trybu życia... jarają :/
Ich wybór. Ale fajnie było, zabawnie, ludzi się poznało i poprostu git.
Jutro trening nocny... Start 22:00 na Hydro. Kto chce, niech przyjdzie. Ja chyba ide z mom. Lepsze to, niż wogóle nie iść.
To tyle o PK... Ale ten blog raczej nie będzie tylko o Parkour...
Wakacje... Wakacje wakacjami, ale jednak pustka w sercu pozostaje. I chyba stary mój zwrot: nie mam i nie będę miał szans u rzadnej fajnej dziewczyny... ;(
Pozdro 4all i respect dla osób, które na serio przeczytały te ~9kb czystego tekstu :)


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home